niedziela, 10 maja 2015

Rozdział 10

Słońce świeciło dosyć intensywnie, jednak Calum wraz ze swoim dziadkiem schronił się pod rozłożystymi gałęziami drzew w parku. Siedzieli we dwójkę naprzeciw siebie, a na prowizorycznym stoliku z cementu spoczywały szachy. Calum lubił grać ze swoim dziadkiem, chociaż nie był w tę grę tak dobry, jak jego opiekun. Czasem jednak udawało mu się nazwać siebie zwycięzcom. 
-Korzystając z okazji, że poświęciłeś mi trochę uwagi zapytam; Gdzie się podziewasz, kiedy cię nie ma? – zapytał dziadek chłopaka. Calum podniósł na niego swoje spojrzenie i zawstydził się lekko.
-Przepraszam dziadku, że cię zaniedbuje – powiedział cicho.
-Nie, to nie o to chodzi. Ja się naprawdę cieszę, że wychodzisz ze znajomymi – uśmiechnął się do bruneta, który teraz również się nieco ożywił. –Po prostu jestem ciekaw, gdzie tak znikasz.
-Wyświadczam komuś przysługę –powiedział wymijająco.
-Komu?
-Koleżance.
-A jaka to przysługa? – zapytał Ernest marszcząc przy tym brwi. Calum zaśmiał się.
-Po prostu… No dobrze, powiem – odparł i poprawił się na swoim miejscu. –Ta dziewczyna chce być szczęśliwa i chce zmienić swoje życie. To córka właściciela warsztatu –powiedział i czekał na reakcje dziadka, jednak on tylko skinął głową z delikatnym uśmiechem. –Ma naprawdę okropne życie; żyje pod strasznym rygorem, rodzice jej wciąż rozkazują… – warknął, jednak po chwili uspokoił się nieco.
-I w jaki sposób pomagasz jej?
-Szczerze mówiąc to sama rozmowa ją uszczęśliwia –stwierdził Calum zastanawiając się nad tym przez dłuższą chwilę. Ilekroć chłopak przychodził do niej, a w ostatnim czasie naprawdę wiele razy, to zazwyczaj tylko rozmawiali, jednak Rose dużo się uśmiechała. Śmiała się z mało śmiesznych żartów Caluma, zdarzyło jej się wyrazić własną opinię na jakiś temat, a co najważniejsze zwierzała mu się. Calum cieszył się z tego, jednak za każdym razem było mu szkoda dziewczyny.
-Masz coś jeszcze w zanadrzu?
-Tak – odpowiedział chłopak potrząsając prawie niezauważalnie głową.- Niedługo zabieram ją na koncert, może zorganizuje nam parę wypadów tu i ówdzie…
-Zależy ci na niej?
-Nie –odparł szczerze Calum. –To tylko znajoma, więc nie ma co się martwić. A z resztą ja nie mam czasu na związki.
-Dlaczego to robisz? –zapytał przesuwając jednym z pionków.-  Szach Mat.
Calum westchnął cicho i opuścił głowę.
-Znowu przegrałem – jęknął.
-Odpowiedz na moje pytanie  – ponaglił go Ernest.
-Robię to… Robię to b-bo chce… Każdy zasługuje na odrobine szczęścia. Miło jest widzieć, no wiesz… Uśmiech drugiej osoby? Nie wiem, po prostu ona ma dziewiętnaście lat, a nic nie wie o życiu. To ją przytłacza, więc sprawie, że będzie z niego zadowolona.
-W takim razie powodzenia – dziadek Ernest uśmiechnął się do swojego wnuka. Był zadowolony z tego, że w końcu zaczął on spędzać czas z kimś w swoim wieku. Martwił się, że Calum zaniedbuje swoje życie towarzyskie właśnie przez schorowanego dziadka, dlatego wiadomość, którą przed chwilą otrzymał przysporzyła mu wiele radości. Tym bardziej, że chodziło o dziewczynę. Ernest wiedział, że Calum nie lubi angażować się w związki, jednak miał nadzieję, że z ową dziewczyną będzie miało miejsce coś poważniejszego. Bardzo chciałby, żeby jego wnuk miał kolejną ważną osobę w swoim życiu, jako że nie ma on żadnej rodziny poza właśnie nim. Nie wiedział jednak, że Rosalia ma chłopaka, z którym musi być i gdyby dowiedział się on, że dziewczyna choćby widuje się z Calumem zniszczyłby chłopaka w ten czy inny sposób.
*
            Calum ubrany w swój stary garnitur zniecierpliwiony czekał pod rezydencją państwa Bloom. Co rusz rozglądał się na boki mając nadzieję, że nikt nieproszony go nie zauważy. Wtedy miałby naprawdę duży problem, jako że nie jest mile widziany w tym miejscu, kiedy nie pracuję. Na dworze panował zmrok, temperatura nie była zbyt wysoka, a Calum zastanawiał się tylko, dlaczego Rose kazała mu tutaj dzisiaj przyjść. Wiedział, że jest to związane z jej pomysłem na zabranie go dokądś, jednak nie miał pojęcia co miała na myśli.
Kiedy co rusz zerkał na swój zegarek w telefonie i nerwowo poprawiał swoje włosy zobaczył wyjeżdżającą limuzynę z posesji Rosali. Zaklął siarczyście i odwrócił się mając wielką nadzieję, że nikt go nie zauważy. Po chwili jednak usłyszał, jak ktoś wykrzykuje jego imię. Z neutralnym spojrzeniem odwrócił się w stronę pojazdu po czym odetchnął głośno, kiedy zobaczył w oknie Rose.
-Wystraszyłaś mnie jak cholera – powiedział podchodząc do niej. Ona uśmiechnęła się tylko i otworzyła mu drzwi. Chłopak niepewnie zajął miejsce w środku i westchnął cicho. Zapiął pas i rozglądnął się po wnętrzu. Pokiwał z uznaniem głową i obdarzył swoim spojrzeniem dziewczynę, siedzącą naprzeciwko niego.
-Wyglądasz ładnie – powiedziała cicho, kiedy zlustrowała chłopaka wzrokiem. Mogłaby powiedzieć więcej, jednak nie chciała wyrażać swojej opinii na głos.
-Dzięki – odparł Calum poprawiając swój garnitur. –Ostatni raz miałem ten garnitur na pogrzebie.
Rosalia zmarszczyła brwi w niezrozumieniu. Spuściła swoje spojrzenie, jednak po chwili ponownie skierowała wzrok na Caluma, który zawzięcie obserwował widok za szybą.
-Jakim pogrzebie? –zapytała niepewnie. Chłopak obdarzył ją znudzonym wzrokiem po czym ponownie spojrzał za okno.
-Moich rodziców – powiedział cicho. Rose otworzyła szerzej oczy i usta chcąc coś powiedzieć, jednak nie wiedziała co. Była niesamowicie smutna i zdruzgotana, ponieważ nigdy nie znała żadnej osoby, która straciła kogoś bliskiego.
-Calum je-
-Nie chce rozmawiać na ten temat – powiedział ostro, a Rose skinęła tylko głową. Calum spuścił wzrok na swoje dłonie i zaczął bić się z myślami. Dopiero po chwili zrozumiał, że mógł nie reagować aż tak gwałtownie. Nie lubił o tym rozmawiać, dlatego był strasznie drażliwy jeżeli chodzi o temat jego rodziców.
-Nie powiesz mi, że ładnie wyglądam? – zapytała Rose unosząc jedną brew do góry. Calum spojrzał na nią i zlustrował jej ciało wzrokiem.
-A co jeżeli tak nie uważam? – odpowiedział pytaniem na pytanie. Rosalia z nieukrywanym smutkiem spojrzała w jego oczy i opuściła głowę chcąc opanować się cisnące do oczu łzy. Sprawnym gestem poprawiła swojego długiego warkocza i nie odezwała się już ani słowem.
Calum przewrócił oczami i również zamilkł, ponieważ sam nie wiedział czemu powiedział właśnie te słowa. Według niego Rosalia nie wyglądała atrakcyjnie ani pięknie, jednak nie mógł się zdobyć, żeby powiedzieć o jej wyglądzie choć jedno dobre słowo.
Reszta drogi przebiegała w całkowitej ciszy, zagłuszana jedynie odgłosami pojazdów mijających limuzynę i okazjonalnych klaksonów. Kiedy Norman zatrzymał pojazd przed budynkiem, Rose z gracją go opuściła, a zaraz po niej uczynił to Calum. Stanął obok elegancko ubranej dziewczyny i poprawił swoją marynarkę.
-Gdzie jesteśmy? – zapytał. Rose spojrzała na niego starając się nie okazywać smutku, który kilka minut wcześniej spowodował chłopak.
-W filharmonii –odpowiedziała i ruszyła stromymi, szerokimi schodami do wejścia. Calum jęknął cicho i włożył ręce do kieszeni czarnych spodni. Rozglądnął się wokół, żeby zobaczyć elegancko ubranych mężczyzn i wykwintnie odziane kobiety. Westchnął zrezygnowany i dołączył do dziewczyny po czym spojrzał na nią.
-Wyciągnij ręce z kieszeni – powiedziała cicho, a chłopak obrażony uczynił to. Przekroczyli próg ogromnego budynku, po czym dziewczyna od razu poprowadziła bruneta do odpowiedniej sali, a później do ich miejsc. Calum usiadł na fotelu niemal od razu wyciągając swój telefon. Rose zajęła miejsce obok niego i wyrwała komórkę z jego dłoni. Chłopak zszokowany spojrzał na nią, jednak dziewczyna była bardziej zdziwiona niż on.
-Uczysz się –uśmiechnął się do niej kiwając głową z uznaniem. Rosalia zarumieniła się delikatnie i odwróciła od niego wzrok. Calum zaśmiał się tylko i spojrzał na scenę. Po chwili cały koncert zaczął się. Chłopak był ciekawy, jak wszystko będzie wyglądało, jednak po zaledwie piętnastu minutach wpatrywał się w osoby śpiewające i grające na instrumentach z nieukrywanym znudzeniem. Oparł łokieć na podłokietniku, a na dłoni głowę. Spojrzał na Rose, która była co najmniej zafascynowana całym przedsięwzięciem. Obserwował ją uważnie przez kilkanaście minut po czym na jego twarzy zagościł delikatny uśmiech. Problem w tym, że nie potrafił tego racjonalnie wytłumaczyć .
-Nie zasypiaj – warknęła cicho Rosalia, kiedy po kilkunastu minutach zobaczyła jak Calum siedzi zapadnięty w fotelu, a jego oczy są zamknięte. Szturchnęła go w kolana, na co on od razu otworzył swe oczy. Rozglądnął się wokół i westchnął ciężko ponieważ miał nadzieję, że obudzi się w innym miejscu niż filharmonia.
Kiedy koncert orkiestry się skończył wszyscy ludzie zaczęli na stojąco bić brawa. Calum również wstał z miejsca i przeciągnął się, co Rosalia skwitowała zezłoszczonym spojrzeniem. Chłopak zaśmiał się cicho i skierował się tuż za nią do wyjścia.
-I jak ci się podobało? – zapytała kiedy oboje czekali na limuzynę. Calum miał włożone dłonie do kieszeni i kopał jeden z kamyków leżących na chodniku.
-Następnym razem będę wiedział, gdzie nie chodzić. Dzięki za dostarczenie wiedzy – powiedział uśmiechając się sztucznie w stronę dziewczyny. Chwilowy uśmiech, który zawitał na jej twarzy tuż po wyjściu momentalnie zniknął z jej twarzy, a jej serce rozpadło się na kilka drobnych części.
*
Rose leżała w swoim łóżku szczelnie okryta kołdrą. Przytulała do siebie poduszkę i wpatrywała się w przestrzeń, która była oświetlona dzięki wpadającemu blasku księżyca. Co chwila zaciskała mocniej powieki starając się powstrzymać łzy. Była załamana. Nienawidziła swojego życia i coraz bardziej nie cierpiała siebie. Kiedy przypominała sobie wszystkie słowa, które Calum powiedział w jej stronę dzisiejszego dnia jej serce zapadało się w oceanie smutku. Za wszelką cenę chciała zmienić swoje życie; chciała je pokochać i pokochać siebie. Tym czasem brunet sprawia, że czuje się ona jeszcze gorzej niż wcześniej. Nie czuje się ona atrakcyjna ani ładna. Chłopak jeszcze ani razu nie powiedział nic miłego na temat jej wyglądu, jedynie go krytykował. To sprawiało, że jej samoocena była bliska zera. Chciała wyglądać dla Caluma dobrze i intrygująco jednak wiedziała, że nigdy nie dorówna wszystkim dziewczynom, z którymi chłopak spotyka się w klubach. Doskonale pamięta go z tej feralnej imprezy i pamięta, kiedy spacerował z długowłosą blondynką po brzegu plaży podczas zachodu słońca. To wszystko sprawiało jej okropny ból, jednak najgorsze jest to, że nie wiedziała dlaczego.

Rosalia nie powstrzymywała już płaczu, kiedy nurtujące ją myśli nie dawały jej spokoju. Zastanawiała się jednak, czy właśnie w tym momencie się poddaje. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za to, że rozdział nie pojawił się w środę, ale nie miałam internetu (uroki mieszkania na wsi ;/) W każdym bądź razie, rozdziały będą pojawiały się zawsze w okolicach weekendu, bo niestety nie jestem w stanie się wyrobić. Mam zbyt dużo nauki...
Kolejny rozdział pojawi się 19 maja, bo w przyszły weekend będę w Berlinie : ) 
Bardzo prosze o komentarze, jeżeli to czytacie. Szanujcie moją pracę.
p.s następny rozdział jest jednym z moich ulubionych ;)

sobota, 2 maja 2015

Rozdział 9

Proszę o przeczytanie notki pod rozdziałem. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Okej stary, nie odpuszczę ci teraz – powiedział Leighton uderzając kluczem o wewnętrzną część dłoni. Calum wyprostował się i obdarzył go znudzonym spojrzeniem. –O co chodzi z córką Blooma?
-Czemu mnie o to wciąż pytasz? – zapytał brunet upijając łyk schłodzonej wody ze swojej butelki.
-Bo ona często tu przychodzi i z tobą rozmawia; zawsze na ciebie patrzy, kiedy jesteśmy kelnerami czy kimś tam innym. Co jest?
-Może po prostu wpadłem jej w oko?
-Calum – powiedział podchodząc do chłopaka. Położył mu dłoń na ramieniu i skinął głową. –Ja rozumiem wszystko, ale ona jest poza twoim zasięgiem. Nie dość, że jest miliarderką to w dodatku jest zakonnicą. Ona nie jest w twoim typie.
-Leighton, nie musisz zachowywać się jak mój starszy brat –zaśmiał się Calum. –Między mną a Rosalią, nigdy nic nie będzie. Zaręczam ci. Po prostu wyświadczam jej małą, nic nie znaczącą przysługę. Nie kosztuje mnie to wiele, wręcz mam z tego frajdę, więc… Poradzę sobie.
-Żebyś się nie wpakował w żadne gówno.
-Najwyżej z niego wyjdę. A teraz wracajmy do pracy.
-O czym tutaj gawędzicie zamiast pracować? – usłyszeli głos Olivera. Obydwaj odwrócili się w jego stronę i przełknęli głośno ślinę. Mieli nadzieję, że ich szef nie usłyszał nic z ich rozmowy o jego dziewczynie.
-Nie będziemy ci zawracać głowy takimi sprawami –uśmiechnął się sztucznie Calum. –Ty i tak masz tyle spraw na głowie…
-Masz rację Hood. Chociaż raz powiedziałeś coś mądrego –powiedział dumnie unosząc głowę, a Calum parsknął śmiechem. –Jako że tak doskonale to ująłeś, mam mnóstwo pracy, więc dzisiaj wyjeżdżam na kolejne kilka dni z miasta.
-Chwała panu –mruknął pod nosem brunet, na co Leighton zaśmiał się cicho.
-W każdym bądź razie –Oliver ponownie uniósł patetycznie swój głos. – Mam nadzieję, że poradzicie sobie ze wszystkim. Możliwe, że ktoś z rezydencji będzie potrzebował waszej pomocy w różnych sprawach; wtedy zwrócą się do was. Tymczasem wychodzę.
-Mam ci się ukłonić? – zapytał Cal, na co chłopak w garniturze otrzepał ubiór z niewidzialnego kurzu i wyszedł z miejsca pracy chłopaka.
-Uwielbiam w tobie to, że cały czas mu dogryzasz –zaśmiał się Leighton.
-Niedługo skończą mi się riposty i argumenty.
-Niedługo będziesz miał nowy, najlepszy ze wszystkich.
-Jaki? – zapytał Calum marszcząc brwi. Leighton spojrzał na niego i uśmiechnął się cwano.
-Posuwałem twoją dziewczynę.
-Jesteś chory! – krzyknął Calum, jednak sam nie mógł powstrzymać śmiechu. Uderzył szmatą w ramie swojego kolegę i pokręcił nieporadnie głową.- Faktycznie powinieneś zacząć używać mózgu, o ile go w ogóle masz.
*
            Rosalia siedziała na ławce w ogrodzie i słuchała muzyki dobiegającej z przenośnego radia. Fryderyk Chopin, Ludwik Van Beethoven i Mozart to byli artyści, których uwielbiała słuchać. Z przymrużonymi oczami wpatrywała się w błękitne niebo, rozmyślając nad ostatnimi dniami. Spotkania z Calumem stały się normą; można powiedzieć, że dziewczyna uzależniła się od nich. Chociaż brunet cały czas jej dokuczał i wymagał od niej często rzeczy, których nie była w stanie zrobić to sprawiał, że czuła się ona pewniej. Może nie aż tak pewnie, jednak lepiej niż czuła się kilka tygodni temu. Zastanawiała się tylko, jak będzie musiała mu się odwdzięczyć za to, że spełni jej marzenie i dzięki niemu przeżyje swego rodzaju przygodę. Kupić mu czekoladki?
Porzuciła jednak tę myśl, bo tak naprawdę jeszcze wiele przed nią.
-Cześć Rose – usłyszała głos chłopaka i odwróciła się w jego stronę. Ubrany był w czarne rurki, z którymi chyba się nie rozstawał i białą koszulkę bez rękawów. Według Rosali wyglądał naprawdę dobrze, jednak według jej rodziny wyglądał jak chuligan.
-Dzień dobry Calum. Rose aktualnie nie ma – powiedziała urażona, jednak uśmiechnęła się, kiedy Calum zajął miejsce na ławce obok niej.
-Przepraszam Rosalio. Jak się dziś miewasz? – zapytał.
-O dziwo dobrze. A Ty?
-Również – uśmiechnął się i zlustrował ją wzrokiem. –Nie masz na sobie marynarki, dwa górne guziki są odpięte, a twoja spódniczka jest krótsza niż zwykle – powiedział z uznaniem.
-Z rajstopami nie mogłam nic zrobić. Moja mama była jeszcze w domu, więc…
-Możesz je zdjąć teraz, jeśli jest ci za gorąco – zaśmiał się, jednak ona pokręcił głową. –Okej, nie zmuszam bo będzie jeszcze, że cię molestuje.
-Nikogo aktualnie nie ma w domu.
-Słyszałem, że Oliver wyjechał.
-Tak –odpowiedziała i spuściła głowę. Po chwili usłyszała szelest opakowania i zobaczyła, że Calum otwiera paczkę z chipsami.
-Chcesz trochę? – zapytał i wyciągnął paczkę w jej stronę.
-Nie mogę –powiedziała i zaczęła nerwowo bawić się swoimi palcami.
-To jaki jest dla ciebie Oliver? – zapytał Calum z pełną buzią. Rosalia wzruszyła ramionami.
-Nie wiem. Jest nieczuły – powiedziała cicho, jakby sama bojąc się do tego przyznać. Bała się wypowiedzieć te słowa na głos i bała się, powiedzieć o tym komukolwiek. Nie wiedziała, czy Calum jest odpowiednią osobą do tego, jednak postanowiła, że mu zaufa.
-W jakim sensie? – zapytał skupiony chłopak.
-Tak jakby mnie nie kochał? – zapytała jakby sama siebie. –Nie wiem, nie wiem jak wygląda prawdziwa miłość, więc nie mogę stwierdzić czy nasz związek jest jednym z tych perfekcyjnych.
Calum przetwarzał słowa Rose przez kilkanaście dobrych sekund. Zaprzestał jedzenia chipsów i wpatrywał się w przestrzeń przed sobą. Zastanawiał się, jak tak naprawdę nieszczęśliwa jest dziewczyna siedząca obok niego. Nie dość, że nie zna prawdziwego życia i jest kontrolowana na każdym kroku, to w dodatku jej chłopak ją zaniedbuję i nie sprawia, że czuje się ona kochana i bezpieczna.
Po chwili Calum spojrzał na Rose, która miała spuszczoną głowę. Niedługo zajęło jej zwrócenie swojej całej uwagi Calumowi.
-Nie rycz przez niego – powiedział, kiedy zobaczył łzy na jej policzkach. –On na pewno cię kocha.
-Tak myślisz? –zapytała ocierając łzy. –On mnie nigdy nie przytula i nie rozmawia ze mną…
-Nie ma po prostu czasu – zapewnił ją łagodnie, chociaż w głębi duży cały się gotował.
-Jeżeli ty tak mówisz to, znaczy że to prawda – uśmiechnęła się do bruneta. -Bo ci ufam i nie oszukałbyś mnie? – zapytała, a Calumowi stanęła gula w gardle.
-Oczywiście – uśmiechnął się do niej, lecz w tym uśmiechu nie było ani grama szczerości.
-No dobrze, to mogę kilka chipsów? – zapytała, a chłopak wyciągnął w jej stronę paczkę. –Tak na poprawę humoru.
-Nie ma problemu, mogłem kupić więcej – zaśmiał się. –Tak sobie pomyślałem, że przydałoby się coś zrobić.
-Zrobić co? – zapytała wystraszona.
-Jeszcze tego nie wiem –uśmiechnął się tajemniczo. –Chociaż kilka pomysłów przychodzi mi do głowy. Czego słuchasz?
-Aktualnie Mozarta – powiedziała z uśmiechem, na co Calum przewrócił oczami.
-Słuchałaś kiedyś innej muzyki? –zapytał odwracając się w jej stronę. Zlustrował jej twarz swoim przenikliwym wzrokiem, po czym spojrzał ponownie w niebo.
-Nie, istnieje inna?
Calum odwrócił się w jej stronę i zaśmiał się głośno.
-Zastanawiam się często, czy masz dziewiętnaście lat czy dziewięć – powiedział pocierając dłonią oczy. Rosalia spuściła tylko głowę i oblizała nerwowo swoje usta. –Spokojnie, nie martw się. Mogę coś na to zaradzić.
-Co takiego? –zapytała nagle ożywiona. Gdyby miała być szczera to ekscytował ją każdy pomysł Caluma. Chciała przeżyć jak najwięcej.
-Dostałem od mojego kumpla dwa bilety na koncert jednego z rockowych zespołów. Może powinniśmy się wybrać?
Rosalia uważnie obserwowała wyraz twarzy Caluma, który nie wyrażał nic poza wyczekiwaniem. Ochoczo skinęła głową, co spotkało się ze śmiechem bruneta.
-Dobrze, ale ja też będę mogła cię dokądś zabrać? –zapytała, na co Calum skinął głową.
Dziewczyna była podekscytowana przez kolejne dni na wydarzenia, które miały nadejść. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej wszystkim! Dzisiaj krótko i niezbyt ciekawie, jednak jest to rozdział przejściowy i nie mogłam nic zrobić :( Następny rozdział w środę, bo mam wolne ;) 
Bardzo, bardzo gorąco proszę o komentarze. Jestem ciekawa, ile osób czyta to ff. Proszę również o follow na koncie @TDKAUff na twitterze. Bardzo mi zależy na tym, by więcej osób dowiedziało się o tym ff. Oczywiście daje fback! 
Dziękuję osobom czytającym i mam nadzieję, że przywiążecie się do tego opowiadania :-) 
Do napisania xx

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 8

            Kolejne przyjęcie w rezydencji Rosali nie było żadną nowością. Dziewczyna znudzona opierała się o jeden z filarów na środku ogromnego holu obserwując ludzi znajdujących się wokół. Mężczyźni ubrani w garnitury, kobiety w drogie sukienki którzy nieustannie uśmiechali się do siebie tylko po to, żeby ukręcić dobre interesy. Rosalia stała samotnie, co jakiś czas zaczepiana przez nowych gości.
-Rosalio, może porozmawiasz z którymś z gości? – zapytała mama dziewczyny podchodząc do niej. Poprawiła jej sukienkę, co Rose skwitowała cichym westchnieniem.
-Potrafię sama o siebie zadbać – powiedziała w końcu, kiedy matka nie dawała jej spokoju. Urażona spojrzała na swoją córkę, jednak nie skomentowała tego.
-Idź chociaż w głąb pomieszczenia. Nie stój tak na odludziu – warknęła i odeszła w stronę jednej z kobiet. Rosalia westchnęła cicho i podeszła do Normana, który stał również na uboczu. Uśmiechnęła się do niego delikatnie, po czym ponownie rozglądnęła się szukając wzrokiem tylko jednej osoby. Uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła chłopaka chodzącego z tacą na której ustawione były kieliszki.
-Czemu panienka tak bacznie obserwuje tego młodzieńca? – zapytał cicho Norman, na co dziewczyna od razu odwróciła wzrok.
-Nie prawda.
-Prawda.
-Po prostu on jest moją nadzieją – uśmiechnęła się delikatnie. – Nadzieją na lepsze życie.
-Kiedy rodzice panienki to odkryją, bądź panienki chłopak to będzie naprawdę źle.
-Spokojnie Normanie – powiedziała klepiąc lokaja po ramieniu. –Nie musisz się martwić, nikt się nie dowie.
Rosalia w ostatnich dniach dużo rozmawiała z Calumem. Był on naprawdę złośliwy w stosunku do niej, często zirytowany i arogancki, jednak dziewczyna była podekscytowana na każde spotkanie z nim. Za każdym razem dowiadywała się nowych rzeczy i zauważyła po sobie, że zaczęła się nieco rozluźniać. Dzisiaj pierwszy raz sprzeciwiła się swojej matce. Chociaż chodziło o małą rzecz, to naprawdę dało jej to dużą satysfakcję. Z niecierpliwością czekała na to, co ma wydarzyć się w przyszłości. Miała nadzieję, że spotka ją jeszcze wiele niespodzianek.
Dziewczyna oparła się o ścianę i zobaczyła, że ktoś jej się przygląda. Zmrużyła delikatnie oczy i zobaczyła Olivera. Uśmiechnął się do niej i puścił całusa w powietrzu, na co ona również odpowiedziała mu uśmiechem.
-Zabieram cię jutro na plaże – usłyszała szept przy swoim uchu i podskoczyła ze strachu. Odwróciła się w za siebie i zobaczyła opierającego się ścianę tuż za nią Caluma. Stał nieco skulony chcąc zapewne nie zostać przyłapany na rozmowie z Rosalią. –Piszesz się na to?
-Tak, mogę iść na plaże –odpowiedziała poprawiając swojego idealnego warkocza. Calum obserwował ją przez chwilę po czym spuścił wzrok.
-Okej, pod wieczór będę czekał przed bramą –uśmiechnął się uwodzicielsko.
-Dobrze, razem z Normanem wyjdziemy wtedy.
-Raczej nie. Idziemy sami – powiedział przyglądając jej się uważnie. Rosalia otworzyła tylko szerzej usta.
-Jak sami? We dwójkę? –zapytała wystraszona, na co Calum zaśmiał się.
-Chcesz zaszaleć, a boisz się pójść sama z chłopakiem na plaże? – pokręcił głową z niedowierzaniem. –Cholera, to dopiero początek, Rose.
I tymi słowami zostawił ją pod ścianą na holu. Jej serce biło nieco szybciej niż powinno, a ręce trzęsły się. Bała się kolejnego dnia, jednak nie wiedziała dlaczego. Bardziej tego, że będzie sam na sam z chłopakiem czy tego, że może zostać przez niego wyśmiana?
Calum przystępował z nogi na nogę i przeczesywał swoje ułożone włosy smukłymi palcami. Ze zniecierpliwieniem czekał na Rosalię, która miała się lada chwila pojawić przed swoją rezydencją. Chłopak był zestresowany, bo jeżeli dziewczyna nie pospieszy się, może zostać on złapany przez swojego denerwującego szefa, co tylko spotęguje jego nienawiść do Caluma. A wtedy miałby on jeszcze gorzej niż teraz.
-No nareszcie – powiedział, kiedy dziewczyna wyszła przez bramę. Uśmiechnęła się do niego nieśmiało, a on zlustrował ją wzrokiem.  -Mam rozumieć, że nie masz innych ubrań w szafie? – zapytał unosząc jedną brew do góry. Rosalia popatrzała na swój strój i posmutniała lekko.
-Nie, nie mam –odpowiedziała, a Calum westchnął ciężko.
-Dobra. Dobra, nieważne. Po prostu chodźmy.
Rosalia przytaknęła i po chwili szła ramie w ramię z Calumem. Nie odzywali się, dziewczyna co jakiś czas jedynie spojrzała na twarz chłopaka z profilu. Wyglądał na skupionego, jakby intensywnie się nad czymś zastanawiał.
-Daleko jest plaża na pieszo? – zapytała po dłuższej chwili. Chłopak pokręcił tylko głową. Wskazał palcem wskazującym naprzeciw ulicy, a twarz dziewczyny rozświetlił uśmiech.
-Właściwie jesteśmy na miejscu.
Rosalia uśmiechnęła się i szybkim krokiem podbiegła do Caluma, który nieco ją wyprzedził. Chłopak szedł wzdłuż chodnika pomiędzy różnymi budkami z jedzeniem i akcesoriami do pływania po czym stanął na piasku. Ściągnął swoje znoszone trampki i skarpetki, a dziewczyna popatrzała na niego w zastanowieniu. Po chwili jednak również ściągnęła swoje buty na obcasie, jednak miała na sobie rajstopy, więc nie miała tak wygodnie. Postawiła stopy na piasku i podążyła za Calumem. Chłopak usiadł w ustronnym miejscu, z dala od innych ludzi przy samym końcu plaży. Dziewczyna popatrzała na niego zdziwiona.
-Nie mamy żadnego koca? – zapytała, a Calum spojrzał na nią uważnie.
-A widziałaś, żebym jakikolwiek niósł?
-Przepraszam – powiedziała cicho.
-Po prostu usiądź.
Rosalia patrzyła przez  jeszcze chwilę na miejsce obok bruneta, po chwili z trudem siadając obok niego. Nie było jej wygodnie w spódniczce i rajstopach, a tym bardziej w marynarce i koszuli. Musiała jednak wyjść z domu ubrana właśnie w ten sposób.
Calum skrzyżował nogi w kostkach i wpatrywał się w słońce chowające się już za horyzontem, który wyznaczał ocean. Rosalia uczyniła dokładnie to samo.
-Możesz usiąść tak, jak ci wygodnie.– odpowiedział Calum opierając dłonie za sobą. Spojrzał na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy, po czym przewrócił oczami. Był zirytowany, ale sam nie wiedział dlaczego.
-Denerwuje cię moje towarzystwo? – zapytała po chwili Rosalia. Calum westchnął ciężko zastanawiając się nad odpowiedzią.
-Szczerze? Trochę tak – stwierdził, a dziewczynę zakuło coś w sercu. – Jeżeli chcesz zmienić coś w swoim życiu, musisz coś  zacząć robić w tym kierunku. Ja nie wykonam całej pracy za ciebie.
Brunetka przez kilkanaście sekund zastanawiała się nad tym wszystkim wyraźnie czując na sobie spojrzenie zirytowanego chłopaka. Po chwili w jej oczach stanęły łzy.
-Wiem, że jestem beznadziejna – powiedziała cicho i spuściła głowę na swoje dłonie. Calum zaklął pod nosem i plecami opadł na ciepły piasek. Złapał się za skronie zastanawiając się, co powinien teraz powiedzieć lub zrobić.
-Nie jesteś beznadziejna – warknął podnosząc się do pozycji siedzącej. Usiadł w siadzie skrzyżnym tuż obok niej i spojrzał na nią wyczekującym wzrokiem. Brunetka podniosła na niego swoje spojrzenie, a po jej policzku spłynęła jedna łza. –Nie rycz.
Tym stwierdzeniem Calum sprawił, że jeszcze bardziej chciało jej się płakać, jednak nie mogła tego robić. Chłopak wyśmiałby ją i nie spełniłby jej największego marzenia, jakim jest poznanie życia normalnych dziewczyn.
-Okej, nie płacz –powiedział już spokojniej. Rose skinęła głową i obdarzyła go spojrzeniem. –Nie jesteś beznadziejna, uwierz mi. Nie znam cię aż tak dobrze, ale na pewno jesteś wspaniała… Chodzi mi o to, że przed sobą masz same puste kartki. To ty masz napisać historię, czyli twoją przyszłość. Ma ona wyglądać tak jak ty chcesz.
Rose uśmiechnęła się delikatnie i otarła policzki z łez.
-A teraz musimy coś zmienić… - zaczął Calum i spojrzał jej w oczy. Przez kilkanaście sekund patrzał w nie, które teraz wydawały się być nieco przestraszone. Zaśmiał się cicho i uklęknął nieco za nią. Złapał za końce jej marynarki po czym pociągnął ją w dół, całkowicie ściągając ją z jej ciała.
-Ja naprawdę nie żartowałem z tą hipertermią. Jest przed dziewiętnastą, jednak nie zmienia to faktu, że jest około 25 stopni – powiedział odkładając okrycie. Rosalia dziwnie czuła się będąc ubrana w taki sposób w miejscu publicznym, jednak nie skomentowała tego. Nie chciała bardziej denerwować Caluma. Calum z powrotem usiadł obok niej i zastanawiał się, co jeszcze zrobić. Wyciągnął swoją dłoń i sprawnym ruchem odpiął trzy górne guziki jej koszuli. Rosalia wzdrygnęła się i natychmiast chciała je zapiąć, jednak brunet zatrzymał ją.
-Mogłam zrobić to sama, nie powinieneś był mnie dotykać – powiedziała rozzłoszczona, co Calum skwitował krótkim śmiechem.
-Będziesz miała okazje się wykazać. Ściągnij swoje rajstopy.
Rose otworzyła szerzej oczy i pokręciła przecząco głową.
-Nie ma mowy. Nie zrobię tego.
-To ja to zrobię za ciebie –powiedział i położył dłoń na jej łydce, jednak ona od razu odsunęła się od niego.
-Dlaczego mam to zrobić?
-Bo jest gorąco? A z resztą jestem ciekaw jak prezentują się twoje nogi bez rajstop. Te wersję już widziałam i szczerze mówiąc, przejadłem się nią.
Dziewczyna zarumieniła się i z wielką niepewnością poczęła wykonywać jego polecenie. Calum obserwował Rose uważnie. Jej ręce drżały, policzki były pokryte rumieńcami, a oddech był szybki. Chłopak wiedział, że gra brutalnie, jednak szczerze chciał pomóc brunetce. Przez kilka dni intensywnie zastanawiał się nad tym i stwierdził, że każdy zasługuje na choć trochę rozrywki i szczęścia w swoim życiu. Fakt, że dziewczyna była niedoświadczona w każdym calu, wstydziła się dosłownie wszystkiego i była niepewne swojego ciała i wyglądu. Calum miał w swoim zamiarze zmienienie tego.
-Czuje się naprawdę naga –powiedziała cicho Rose naciągając mocniej spódniczkę na swoje nagie nogi. Calum zawiesił na nich spojrzenie na kilka sekund i stwierdził, że były one naprawdę zgrabne, jednak przydałaby im się opalenizna.
-Uwierz mi, nie powinnaś się tak czuć. Ta spódniczka zasłania twoje całe uda.
Rosalia uśmiechnęła się nieśmiało i odwróciła głowę w stronę oceanu. Obserwowała jak fale uderzają o brzeg, pieniąc się przy tym, kiedy poczuła palce Caluma w swoich włosach.
-Co robisz? – zapytała wyrywając głowę. Calum spojrzał na nią, po czym uśmiechnął się.
-Chce zrobić coś z twoimi włosami. Wyglądasz jakbyś miała iść na bal do Królowej Elżbiety –zaśmiał się po czym ponownie zaplątał palce w jej włosy. Przez kilkanaście minut siłował się z wyciągnięciem wszelkich spinek z tak poplątanego warkocza, a następnie zaczął rozwiązywać splątane włosy. Rosalia przymknęła pod wpływem przyjemności oczy, ponieważ uwielbiała kiedy ktoś bawił się jej włosami. Kiedy Calum rozwiązał jej włosy, ułożył je spokojnie na ramionach dziewczyny i uśmiechnął się z uznaniem. Nigdy wcześniej nie widział Rosali w rozpuszczonych włosach.
-Jak się czujesz? – zapytał, kiedy z powrotem zajął miejsce obok niej.
-Szczerze mówiąc dziwnie. Na pewno nie jest mi tak gorąco – zaśmiała się nerwowo i założyła kosmyk włosów za ucho.
-Poczekaj aż dojdziemy do etapu stroju kąpielowego – zaśmiał się Calum, a Rose otworzyła szerzej oczy. –Spokojnie, popracujemy nad tym. Chyba chciałabyś się trochę opalić?
-Moja mama byłaby zła. Oznaczałoby to, że spędzam czas na rzeczach, których nie powinnam robić.
-Dlaczego twoi rodzice są aż tak rygorystyczni? –zapytał unosząc jedną brew do góry, po czym ponownie się odezwał. – Zaczekaj sekundkę.
Calum szybko zerwał się z miejsca i pobiegł do budki z lodami. Kupił dwa rożki, dla siebie i dziewczyny, a po chwili ponownie zajmował miejsce obok niej.
-Kupiłem nam lody.
-Mają dwa miliony kalorii – powiedziała przerażona i nie przyjęła słodkości z rąk Caluma.
-Ostatnio hamburger miał milion, lody na pewno nie mają więcej –stwierdził, na co Rosalia zaśmiała się. Calum w skupieniu przyglądał jej się, ponieważ nigdy nie widział, żeby dziewczyna się prawdziwie zaśmiała.
-Niech będzie – odparła i zabrała lód z jego wciąż wyciągniętej w jej stronę ręki. Calum szybko zerwał papierek i posmakował waniliowy smak. Od razu westchnął cicho, ponieważ chłód był dla niego kojący.
-Dlaczego nie jesz? – zapytał marszcząc brwi. Dziewczyna tylko spuściła głowę.
-Nie lubię czekolady –powiedziała cicho, a Calum przewrócił oczami.
-Poważnie?
-Tak.
-Niestety nie mam więcej pieniędzy, więc nie mogę kupić ci drugiego.
-Nic nie szkodzi – zapewniła go uśmiechem, jednak on nie kupił tego.
-Mam dla ciebie propozycje, ale na pewno ona ci się nie spodoba – powiedział uważnie obserwując ją. Nie wiedział czemu, ale nie mógł oderwać od niej wzroku. Rozpuszczone kręcone włosy zdecydowanie dodawały jej uroku. Rosalia ponagliła go spojrzeniem, a on znowu się odezwał. –Możemy się zamienić.
Dziewczyna wpatrywała się w niego bijąc się z własnymi myślami. Nie była pewna czy to dobry pomysł, jednak nie mogła być przez całe życie chroniona i przestraszona tego, co ją otacza.
-Okej – uśmiechnęła się do niego i wyciągnęła nieco drżącą dłoń. Calum odwzajemnił uśmiech i zamienił się z dziewczyną słodkościami.
-To teraz możesz odpowiedzieć na moje pytanie. Miałaś dużo czasu na zastanowienie.
Rose poruszyła się niespokojnie na swoim miejscu i poprawiła swoje włosy.
-Nasza rodzina musi dbać o wizerunek. Dlatego nie mogę spotykać się z nikim, robić rzeczy które nie są przeznaczone dla takiej damy jak ja… Wyobrażasz sobie mnie biegającą po plaży w bikini?
-Tak – odpowiedział Calum nawet przez sekundę nie zastanawiając się. –I są to naprawdę fajne wyobrażenia.
-Przestań – odparła rumieniąc się jak szalona. –Moja mama dostałaby pewnie zawału.
-Ja zapewne też.
-Jesteś niestosowny.
-Jesteś za bardzo nieśmiała.
-Dlaczego zawsze musisz być lepszy i mi dogryźć? –zapytała spoglądając w jego ciemne roześmiane oczy.
-Dlatego, że jestem facetem, a faceci dominują.

Rose na to już nic nie odpowiedziała, ponieważ doskonale wiedziała, co Calum miał na myśli. Resztę czasu na plaży spędzili na sprzeczaniu się, a brunet robił chyba wszystko, żeby zawstydzać brunetkę. To był dla niej naprawdę ciężki pobyt na plaży.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej wszystkim : ) Przepraszam za spóźnienie, kolejny tydzień, ale miałam wzoraj strasznie dużo na głowie : ( 
Co sądzicie o tym rozdziale i relacji Caluma i Rose?
Bardzo proszę o komentarze i opinie ;)
Do napisania xx

niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 7

-Dzisiaj jest taki śliczny dzień – powiedział dziadek Caluma, kiedy oglądał telewizję. Calum w tym czasie przyrządzał w kuchni gofry, ponieważ Ernest je uwielbiał.
-Jest naprawdę gorąco na dworze – dodał chłopak, po czym usiadł obok swojego dziadka.
Stan mężczyzny w ostatnich dniach naprawdę poprawił się. Mógł chodzić o jednej kuli, więcej spacerował, a Calum nie bał się zostawić go na dłużej samego w domu. Odciążyło go to psychicznie, ponieważ nie zamartwiał się tak bardzo i było mu lżej na sercu.
-Masz jakieś plany na dzisiaj? – zapytał. Calum westchnął ciężko i skinął głową.
-Mój szef załatwił mi dzisiaj jakąś pracę na ogrodzie u państwa Bloom. Pójdę, pieniędzy nigdy za wiele – zaśmiał się, jednak w rzeczywistości kipiał złością.
-Masz rację, szkoda jednak że do tego doszło. Musisz pracować sześć dni w tygodniu, żeby utrzymać starego dziadka.
-To nie tak – powiedział szybko brunet. –Po prostu wszystko jest teraz takie drogie; w sklepach produkty podrożały, paliwo poszło do góry… Trzeba na to zarobić. Nie martw się dziadku, radzę sobie doskonale – zapewnił dziadka uśmiechem. – Ale jak wrócę z pracy to może pojedziemy na spacer na plaże?
Dziadek Calum uśmiechnął się na te słowa i skinął głową. Calum odwzajemnił jego gest, po czym podniósł się z miejsca.
-Gofry są już gotowe, a ja muszę niestety lecieć. Praca czeka – zaśmiał się i pożegnał z dziadkiem, po czym opuścił dom.
            Calum nie mógł uwierzyć w to, jaką pracę musi dzisiaj wykonać. Co jak co, ale nigdy nie spodziewał się po Oliverze czegoś takiego. Wiedział, że chłopak go nienawidził z niewiadomych mu przyczyn, jednak nie sądził, że aż tak bardzo.
-No Hood, nie ociągaj się –usłyszał głos swojego szefa. Zacisnął tylko mocniej pięści i usta, żeby nie zrobić nic głupiego. –Te fontanny same się nie wyszorują.
-Mogę je wyszorować twoją mordą? – mruknął pod nosem, na co chłopak odwrócił się.
-Masz coś jeszcze do powiedzenia? – zapytał krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej.
-Ależ oczywiście, że nie – uśmiechnął się najsztuczniej jak potrafił. Oliver tylko prychnął pod nosem i odszedł.
Calum westchnął z rezygnacją po czym sięgnął po jedną ze szczotek. Podszedł do ogromnej fontanny i zaklął kilka razy pod nosem, co spotkało się ze spojrzeniem jednego z mężczyzn, który właśnie przesadzał kwiaty. Brunet przymknął oczy i nabrał do ust powietrze, po czym wypuścił je głośno. Z ogromną frustracją zaczął wykonywać swoją pracę co rusz przeklinając, chcąc pozbyć się uczucia złości wypełniającego go, jednak nie pomagało mu to. Calum chciał jak najszybciej skończyć swoją pracę, dlatego robił wszystko  dziesięć razy szybciej niż powinien. Czuł przeszywający ból w ramionach od gwałtownych ruchów i w skroniach przez padające słońce prosto na jego nieokrytą głowę. Kiedy wyszorował, wypolerował i bóg wie co jeszcze zrobił z pomnikami od razu padł na trawę. Położył się na plecach i oddychał ciężko chcąc odzyskać czucie w rękach. Przysłonił dłonią oczy, aby osłonić je przed rażącymi promieniami słońca. Cieszył się, że Olivera i państwa Bloom nie było w rezydencji, bo natychmiast zostałby podniesiony z powrotem na nogi.
Po kilkunastu minutach podniósł się do pozycji siedzącej i oparł łokcie na kolanach. Uniósł głowę do góry i zobaczył stojącą na werandzie Rosalię. Westchnął cicho i spuścił głowę. Nie wiedział dlaczego zgodził się na bycie przewodnikiem po życiu dziewczyny. Może chciał po prostu pokazać jej, jak bardzo może być ciekawe, szczęśliwe, ale też brutalne? Nie wiedział, co nim wtedy kierowało.
-Dzień dobry, Calumie – usłyszał jej głos. Podniósł się do pozycji stojącej i spojrzał na nią. Ubrana była tak jak zwykle. Skromnie i obciachowo. Co najmniej jakby miała pięćdziesiąt lat.
-Cześć Rose – uśmiechnął się do niej uwodzicielsko, a ona zacisnęła mocniej usta.
-Nie znam żadnej Rose.
-Przepraszam panienkę. Witam cię Rosalio – powtórzył i popisał się swoją perfekcyjną grą aktorską poprzez ukłon. –Jak panience dzisiaj mija dzień?
-Dziękuję, bardzo dobrze- uśmiechnęła się, a on parsknął śmiechem. Brunetka zmarszczyła brwi w niezrozumieniu.
-Cieszy mnie to.
-Widziałam jak ciężko pracowałeś i pomyślałam, że może zechciałbyś zostać na obiad? Moich rodziców nie ma w domu, tak jak Olivera. Dotrzymasz mi towarzystwa.
-A Oliver to dla ciebie kto? – zapytał marszcząc brwi. Wytarł rękawem swojego obciachowego stroju farmerskiego spocone czoło i spojrzał na nią wyczekująco.
-Mój chłopak. – odpowiedziała jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
-Blefujesz.
-Raczej nie.
-Oh Rose, to mamy problem – zaśmiał się Calum, a ona zignorowała sposób w jaki ją nazwał. –Mogę się jeszcze wycofać z naszej umowy?
-Dlaczego? – zapytała i spojrzała na niego smutnym wzrokiem. –Chodzi o to, że on jest twoim szefem?
-Yyy tak. Jak dowie się, że spędzasz ze mną czas czy cokolwiek innego ze mną, to następnym razem zmusi mnie do sprzątania waszych łazienek albo stajni konnych.
-Nie dowie się – powiedziała szybko. Nie chciała, żeby Calum wycofał się z ich umowy, ponieważ jej największym marzeniem było poznać inne życie. On był jej jedyną nadzieją. –Obiecuję ci to.
-Wolę nie ryzykować.
-Proszę cię, Calumie –poprosiła błagalnie. Brunet tylko zacisnął mocniej usta i uniósł wzrok do nieba.
-Dobra, niech będzie –zgodził się, co spotkało się z jej uśmiechem.
-Zechcesz zjeść ze mną obiad?
-A co macie?
-Krewetki.
-Tego świństwa nie tknę nawet szczotką do kibla – powiedział podnosząc narzędzia z trawy.
-Jesteś zbyt wulgarny –stwierdziła zdenerwowana.
-A ty jesteś zbyt obciachowa –odgryzł się, po czym podniósł na nią spojrzenie. Po kilku sekundach odwrócił wzrok, bo nie mógł znieść jej zbitego wyrazu twarzy. Dopiero później zrozumiał, że mógł ugryźć się w język. – Okej, mam pomysł. Pójdźmy coś zjeść do miasta. Posmakujesz czegoś nowego – zaproponował. Ona smutna spuściła głowę, po czym delikatnie skinęła głową.
Pierwszy raz w życiu Calum miał wyrzuty sumienia przez to, że kogoś uraził.
*
            Rosalia siedziała na kanapie w jednym z barów naprzeciwko Caluma. Oddzielał ich jedynie stolik, a ich kolana co chwila pod nim stykały się ze sobą. Wygładziła swoją spódniczkę i rozejrzała się po wystroju. Według niej był bardzo biedny i wręcz ubogi. Dziewczyna nigdy nie przebywała w miejscach tego typu; na obiady i kolacje wychodziła czasem to wyniosłych restauracji, ale nigdy nie jadła w przydrożnych barach. Czekała na zamówienie złożone przez Caluma w nerwach. Miała nadzieję, że nie będzie miała odruchu wymiotnego, kiedy zobaczy co ma na talerzu. Zrobiłaby sobie tylko wstyd, a Calum by się z niej naśmiewał do końca życia.
-Nie musisz się stresować – oznajmił cicho brunet studiując menu. –Nie dostaniesz na talerzu głowy świni.
Rosalia uśmiechnęła się nerwowo i odwróciła od niego wzrok. Poczuła gorące podmuchy powietrza, więc pozwoliła sobie na rozpięcie jednego guzika koszuli pod samą szyją. Po chwili zobaczyła młodego chłopaka z czerwonym fartuchem, który postawił jedzenie na stoliku. Uśmiechnięty życzył gościom smacznego i odszedł do innych klientów.
-Więc Rose-
-Rosalia –przerwała Calumowi, co on skwitował przewróceniem oczami.
-To jest hamburger – powiedział biorąc w dłonie bułkę. Brunetka z lekkim obrzydzeniem popatrzała na danie. –W środku jest mięso, ser, sos i surówka.
-Jakie mięso i jaki rodzaj sera? Z czego jest surówka?
-Mięso ze zwierzęcia, ser z mleka, a surówka z warzyw – odpowiedział ze znudzeniem, a ona zgromiła go spojrzeniem.
-Wiesz, że nie to miałam na myśli – powiedziała urażona.
-Nie wiem jaki to jest rodzaj sera! Idź zapytaj się w kuchni, jeżeli ta wiedza jest ci potrzebna do życia –odparł sfrustrowany, jednak kiedy zobaczył jak Rose podnosi się z miejsca, od razu pociągnął ją za rękę z powrotem na jej miejsce. –Narobiłabyś sobie wstydu.
-Chce to wiedzieć –powiedziała poprawiając swoją marynarkę. Calum westchnął ciężko.
-Spójrz. Ja jadłem tego hamburgera tysiąc razy i żyje. Nie umrzesz od tego, serio. Weź go do rąk.
-Nie mamy sztućców? –zapytała wodząc wzrokiem po stole. Calum przymknął oczy i nabrał powietrza do ust, żeby tylko nie wybuchnąć. Brakowało mu cierpliwości.
-Po prostu weź go do rąk. Tak jak ja.
Dziewczyna z niechęcią zrobiła to, co kazał i spojrzała na swoją bułkę.
-I teraz ugryź – powiedział i sam uczynił to. –Tak jak ja.
Rosalia z całych swoich sił starała się po prostu nie wyjść z lokalu i wzięła małego gryza.
-Opuść małe palce w dół – poinstruował ją.
-Dlaczego? –zapytała, a Calum zaśmiał się.
-Bo normalni ludzie tak nie jedzą. A ty chyba chciałaś poznać właśnie normalne życie, prawda?
Rose nie powiedziała już na ten temat ani słowa, tylko uczyniła to o co prosił Calum.
-To ma milion kalorii –stwierdziła po chwili. – Mój dietetyk mnie zamorduje.
-Masz dietetyka? W jakim celu? – zapytał Calum marszcząc brwi.
-Żebym utrzymywała idealną wagę –stwierdziła biorąc kolejnego kęsa swojego dania, które nie skradło jej serca, jednak przyznała, że nie jest najgorsze.
-Wyglądasz jak porcelanowa lalka, ale okej. Czemu nie zdejmiesz tej marynarki? Na dworze jest z 50 stopni.
-Pod spodem mam krótki rękaw, więc nie mogę.
-Chyba o to chodzi. Dziewczyno, nabawiasz się hipertermii – powiedział będąc zaskoczonym, że takie słowo znajduje się w jego słowniku.
-Będę miała odkryte ręce.

Calum już nic nie powiedział tylko skwitował to cichym westchnięciem. Siedział naprzeciwko Rose obserwując ją jak jadła. Minęło chyba pół godziny, ale ona brała tak małe kęsy, że jeszcze nie skończyła swojej porcji. Brunet zastanawiał się w tym czasie, co ma zrobić, żeby życie tej dziewczyny zmieniło się, skoro żyje ona pod takim rygorem. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam za spóźnienie x Dziękuję osobom, które czytają : )